Sylwester w sandałkach czyli o tym jak witamy Nowy Rok w Urugwaju

                             Przejęta moim pierwszym Sylwestrem na obczyźnie już od początku grudnia wypytuje każdego napotkanego Urugwajczyka o jego plany Sylwestrowe i z lekkim rozczarowaniem przyjmuje ich mały entuzjazm co do zbliżających się Świąt i Sylwestra. Nikt nie opowiada o strojach, wykupionych balach, nikt nie staje na głowie, żeby znaleźć na ostatnia chwilę domek w górach (może dlatego, że nie ma tutaj gór). Nikt nie zastanawia się co zrobić, żeby przywitanie Nowego Roku było wyjątkowo i uroczyste.  Urugwajczyk nie zajmuje sobie tym wszystkim głowy i Nowy Rok spędzają podobnie jak Święta Bożego Narodzenia czyli w towarzystwie rodziny, bo „Fiesta Fin de Año” – zabawa Sylwestrowa jest obok Świąt najważniejszym świętem rodzinnym.

I na nic zdają się moje argumenty, że Święta dla Rodziny a sylwestrowe szaleństwa, picie wódki do białego i wypad na miasto to dla znajomych. Urugwajczycy są w pewnych kwestiach bardzo konserwatywni, a że znajomych mam jeszcze niewielu tak więc bez narzekań  decyduję się na tą opcję rodzinną.

Kiedy w Polsce wszystkie zegary wybijają dwunastą, szampan leje się na całego i na pół trzeźwi Polacy stukają się kieliszkami i składają sobie najlepsze życzenia, my Nowy Rok przywitamy dopiero za 4 godziny. Na razie mkniemy przez autostradę do San Luis (Niewielka miejscowość położona jakieś 70 km od Montevideo u wybrzeży Rio de la Plata) do domu szwagra i szwagierki. Dodam, że mkniemy w szóstkę – bo rodzina duża i nikomu nie przeszkadza to, że auto jest pięcioosobowe. Nie żeby w Urugwaju takie rzeczy były dozwolone, ale sama pamiętam jak do malucha wsiadało się w 5 osób i nikomu to nie przeszkadzało.

Koło 21 docieramy na miejsce. I porywamy się na „mission imposible” czyli znalezienie lodu w kostkach, przy temperaturze 30 stopni, ochotą na wypicie drinka z lodem jest jak najbardziej zrozumiała. Po odwiedzeniu wszystkich sklepów w okolicy i dwóch stacji benzynowych udaje nam się kupić ostatni worek lodu w pobliskiej piekarni. Bo tak w Urugwaju sprzedają wszystko i wszędzie gdzie się da i nawet lód w piekarni nikogo nie dziwi.

W domu witamy się z cała rodziną oczywiści tradycyjnym buziakiem. Mój wzrok przykuwa jednak główny gość uroczystości czyli prosiak na ruszcie tak zwany „lechon”. To chyba pierwszy raz kiedy widzę  całego prosiaka na ruszcie i tym bardziej pierwszy kiedy będzie mi go dane spróbować. Szybko się jednak rozczarowują, bo podobno prosiak na ciepło szkodzi na żołądek dlatego został przewidziany na Noworoczny obiad następnego dnia.

dsc_0061

 Czym odróżnić święta od zwykłego niedzielnego asado? Kluczową rolę niewątpliwe odgrywa właśnie prosiak, którego nie jada się przy innej okazji. Kolejnym tradycyjnym dniem jest jagnięcina, oczywiście grillowana w tradycyjny sposób przez kilka godzin.

Zgodnie z wcześniej ustaloną zasadą każdy miał przygotować przekąskę więc stół wręcz ugina się od różnego rodzaju tart z szynką i serem, kurczakiem i ananasem, tradycyjnej urugwajskiej pizzy z grubego ciasta, z wyjątkowym sosem pomidorowym, pieczonej kiełbasy, kawałków kurczaka, ja dorzuciłam moja specjalność czyli tortille z ziemniaków i coś co mnie niewątpliwie zaintrygowało, aczkolwiek do moich ulubionych potraw nie będzie należeć to rolada ze słodkiego ciasta z tuńczykiem. Takie połączenie słodkiego i słonego jest niewątpliwie ciekawe i warte spróbowania. Na stole również króluje „Pan Dulce” – Słodki chleb, ciasto z bakaliami, rodzynkami i kandyzowanymi owocami. Bardzo podobny to keksa mojej babci, którego też zawsze piekła na święta.

Jedno jest pewne głodni w Sylwestra na pewno nie jesteśmy, za to na pewno kieliszeczek zimnej wódeczki dobrze by zrobił na trawienie, ale niestety z mocnych alkoholi jest tylko Fernet. Ziołowa wódka, którą pije się z colą. Fernet ma to do siebie, że albo się go uwielbia, albo nie. Ja niestety nie jestem fanką napoju o smaku lekarstwa na kaszel, które dawała mi mama jak byłam dzieckiem. Tak więc zostaje w wersji na spokojnie i z teściową sączymy „tinto de verano”. ( W Urugwaju znane bardziej jako „vino cortado” – czyli wino czerwone z lodem i spritem). Urugwajczycy raczej stronią od mocnych alkoholi i stole króluje głownie piwo i wino.

 Czas do 12 mija na rozmowach i jedzeniu. Fajerwerki na niebie oznajmiają nadejście godziny 12. Otwieramy butelkę Sidry i składamy sobie życzenia „Feliz Año Nuevo” – Szczęśliwego Nowego Roku oczywiście w towarzystwie buziaka.

Żeby Noworoczne życzenia się spełniły koniecznie trzeba posłać w górę płonący lampion. Po tym jak jeden z naszych ląduje wysoko na drzewie i tylko cudem nie podpala wielkiego eukaliptusa, decydujemy, że resztę lampionów puszczamy na plaży. Wszędzie panujące ciemności, szum oceanu i rozgwieżdżone niebo buduję niesamowitą atmosferę tej pierwszej nocy roku 2017.

Po powrocie do domu czeka na nas jeszcze jedna niespodzianka czyli „Amigo Invisible” (niewidzilany przyjaciel) który przyniósł każdemu drobny upominek. Wcześniej losowaliśmy karteczki tak jak to się robiło w podstawówce. Zabawa polega na odgadnięciu tego kto nam robił prezent. Jest przy tym dużo śmiechu i zabawy, mi się od razu udaje zgadnąć, że sweterek to od teściowej. Potem ster do You Tuba przejmuje najstarsze pokolenie i zaczynają się tańce i karaoke przy najpopularniejszych rytmach Kumbia. Uważany za tradycyjny urugwajski rytm, w wersji nowoczesnej są to piosenki na pograniczu popu, rytmów latynoskich i disco. Nieskomplikowane teksty łatwo wpadające w ucho sprawiają, że chce się śpiewać itańczyć. Urugwajczycy są niezwykle umuzykalnionym narodem i muzyka często towarzyszy im w życiu codziennym. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu to właśnie najstarsze pokolenie bawi się do samego końca podczas kiedy ja w okolicach 4 rano już przysypiam na fotelu. Z małym poczuciem zazdrości przyglądam się jak tańczą i śpiewają ale niestety przy takiej ilości jedzenia i braku polskiej wódki fotel jest dla mnie najatrakcyjniejszą miejscówka. Imprezę kończymy gdy za oknem już jasno.

Następny dzień upłynie na plażowaniu i odpoczynku oraz oczywiście na uroczystym obiedzie gdzie ponownie spotka się cała rodzina by wspólnie w towarzystwie „Ensaladilla rusa” (Sałatka Rosyjska – sałatka z ziemniaków, marchewki i groszku) zmierzyć się z prosiakiem. Muszę przyznać, że jeśli chodzi o mięsa to faktycznie chyba jedno z lepszych doświadczeń w moim życiu. Mięso delikatne i kruche posiada niepowtarzalny smak, zapach i teksturę. Jedną z tych rzeczy którą w Urugwaju na pewno warto spróbować.

Po obiedzie wracamy na plaże, by w spokoju podziwiać zachód słońca, które tego dania faktycznie jest bajkowy. Myślę, że z czasem przyzwyczaję się do tej rodzinnej wersji Sylwestra.

A Wy jak przywitaliście Nowy Rok?

dsc_0320

Reklamy

7 uwag do wpisu “Sylwester w sandałkach czyli o tym jak witamy Nowy Rok w Urugwaju

      1. Znam dość dobrze Argentynę, szukałem spokojniejszej przystani właśnie po drugiej stronie La Plata, ale w ogóle nie wziąłem pod uwagę globalnego oziębienia. łączę ukłony i życzę szybkiego lata.

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s