W atmosferze świątecznego jarmarku

Wprawdzie święta już za nami, jednak w Montevideo wciąż trwa świąteczny nastój w oczekiwaniu na Sylwestra, gdzie po raz kolejny spotka się cała rodzina, by bawić się, jeść do syta oraz dostać drobny prezent. By potem odpoczywać na plaży w Święto Trzech Króli, które jest ustawowo wolne i nieoficjalnie kończy świąteczny maraton.

Jeśli jest coś co jeszcze może dopełnić tą świąteczną atmosferę to niewątpliwie nocny spacer po Jarmarku Bożonarodzeniowym. Mówiąc o świątecznej atmosferze i Jarmarku Bożonarodzeniowym musimy zapomnieć o tym wszystkim czym jest świąteczna atmosfera w Polsce i czym są tradycyjne Jarmarki Bożonarodzeniowe na przykład w Niemczech czy Austrii. Bo trudno jest porównywać smak grzanego wina w towarzystwie ciepłego oscypka z żurawiną na Wrocławskim Rynku, gdy mróz szczypie nas w policzki, a dookoła rozchodzi się zapach potraw z grilla i dźwięki świątecznych hitów z zimnym piwem, które przynajmniej na chwile daje wytchnienie od gorącego powietrza, które roznosi się w powietrzy mimo późnych godzin nocnych.

Tak więc, żeby poznać tą urugwajska atmosferę jarmarku najlepiej udać się na jeden z targów zwanych „Feria Nocturna” czyli Jarmark Nocny. Urugwaj jako kraj laicki stroni od nadawania nazw kojarzonych z kulturą Chrześcijańską. Dlatego też oficjalnie nawet Święta Bożego Narodzenia nazwane są Świętem Rodziny, aczkolwiek sami Urugwajczycy nie zawsze potrafią się do tego przyzwyczaić.

Największy jarmark tego typu  rozpoczyna się na początku grudnia i trwa do 23 grudnia w Parque Rodo. Jednej z największych i najładniejszych przestrzeni rekreacyjnych w Montevideo.

„Feria Nocturna” w Parku Rodo jest jednym z tradycyjnych miejsc, gdzie udają się mieszkańcy Montevideo w poszukiwaniu oryginalnych i ciekawych prezentów. Już z daleka wita nas tłum ludzi, starych i młodych, popijających mate, z dziećmi i samotnie, którzy powolnie snują się w jednym kierunku. Droga pomiędzy stanowiskami po prawej i po lewej wypełniona jest dwoma rzędami ludzi, po prawej idą do przodu, po lewej wracają i niech tylko ktoś spróbuje iść pod prąd. Urugwajczycy w całym swoim latynoskim temperamencie bardzo lubią społeczny porządek i w swojej skromności nie odważą się go złamać.

Tak więc i my wciskamy się w rząd po prawej by iść wraz z prądem i spokojnie oglądać wystawiane przedmioty najróżniejszych rodzajów i gatunków pochodzące często z małych, rzemieślniczych warsztatów. Już po kilku stanowiskach zaczynam rozumieć, dlaczego to właśnie tutaj a nie do centrum handlowego udają się Urugwajczycy w poszukiwaniu prezentów, bo można tutaj kupić wszystko, od ręcznie robionej, bardzo dobrej jakości biżuterii do wyrobów ze skóry, zabawek, mebli, obrazów, naturalnych kosmetyków, koszulek z najbardziej wymyślnymi wzorami, książek  czy różnego rodzaju akcesoriów do palenia wiemy czego.

Ceny większości produktów są równie wysokie jak ich oryginalność i cena, więc my niestety tylko cieszymy swój wzrok.

dsc_0395

                                                                                                                   „Feria Nocturna” to nie tylko stoiska, gdzie możemy wydać nasze peso, ale to też uliczni artyści, którzy rozbawiają przybywający tłum. Wrzucam 10 peso nieruchomej zielonej nimfie, która jak tylko słyszy brzdęk monety w puszce zaczyna się poruszać zwiewnie niczym prawdziwy elf i posyła w moją stronę ciepły uśmiech i buziaka. Odwzajemniam jej buziaka w poczuciu, że było to bardzo dobrze wydane 10 peso. Zaraz potem mijamy kilku artystów, którzy przy akompaniamencie muzyki bawią publikę akrobatycznymi popisami. Mam pewne obawy czy na pewno ćwiczyli odpowiednia długo, aby dziewczyna, która wspina się na ramiona chłopaka, równie bezpiecznie mogła z tych ramion wrócić na ziemie, ale na szczęście wszystko kończy się dobrze.

Idziemy dalej do tej najważniejszej dla nas strefy z food trackami. Pizza, chivito, tacos, kiełbaski z grilla, frytki, hamburgery, co foodtrack to inna propozycja na nie do końca zdrową, ale za to pyszną przekąskę. Ja nie mogę się oprzeć churros, czyli smażonymi na głębokim oleju pałeczkami z mąki. Churros, które są obowiązkowym śniadaniem w Hiszpanii, tutaj w akompaniamencie dulce de lecie smakują równie dobrze. Więc za 50 peso dostaje rożek 6 sztuk churros, które dość szybko znikają. W końcu wabieni różnymi zapachami decydujemy się na zdrowszą wersje kolacji czyli gotowaną kukurydzę, która jest niezwykle soczysta i potrzebuje tylko niewielką ilość masła i soli by stanowiła doskonałe danie.

W ramach świątecznych prezentów udaje nam się tylko upolować książkę dla teścia, ale  za rok na pewno wrócimy i przezornie bardziej wypełnię moją kieszeń różnymi peso.

A jak na razie Kochani, ja idę szykować się do zabawy sylwestrowej, na której Wy już pewnie jesteście w związku ze zmianą czasu. Bawcie się dobrze i niech Nowy Rok przyniesie nam wszystkim dużo radości z rzeczy małych i dużych oraz odwagi, by realizować swoje marzenia.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s